Media społecznościowe:

Psychoterapia trochę inaczej…

Poniższy tekst jest swobodną parafrazą i literackim żartem inspirowanym twórczością Irvine Yaloma i Hermanna Hessego. Opowiada o tym, że także ci, którzy pomagają innym, pozostają ludźmi — z własną samotnością, niepewnością i potrzebą spotkania.

Przypowieść o dwóch uzdrowicielach

 

I stało się tak oto w dawnych czasach, że żyło niedaleko siebie dwóch uzdrowicieli: Maciej i Łukasz. Obaj mieli moc leczenia, lecz ich drogi były jak dwie rzeki płynące w odmienne strony.

Młodszy, imieniem Maciej, leczył cierpliwym słuchaniem i spokojną obecnością. Ci, którzy do niego przychodzili, składali swe troski u jego stóp, a on przyjmował je jak sucha ziemia chłonąca deszcz na pustyni. Odchodzili potem lżejsi i uspokojeni, jakby ich dusze obmył niewidzialny, ożywczy deszcz.

Starszy natomiast, Łukasz, nie był bierny w swej posłudze. Z odwagą stawał naprzeciw potrzebujących i odsłaniał to, co kryli w sercu. Był jak sędzia i przewodnik: ganił, strofował, nakazywał, wskazywał pokutę, godził wrogów, kierował ku małżeństwu i pojednaniu. Niekiedy traktował ludzi jak dzieci, które trzeba przeprowadzić przez ciemność twardą, lecz pewną ręką.

I nie spotkali się przez wiele lat, choć w cichości swych serc rywalizowali ze sobą. Aż nadszedł dzień, gdy Maciej zapadł w głęboką ciemność duszy, a myśli o unicestwieniu otoczyły go jak noc bez gwiazd. Nie mogąc uleczyć się własnymi sposobami, powziął decyzję, by udać się w drogę i szukać pomocy u starszego Łukasza.

Na południu Galilejskiej Pustyni, przy oazie, zmęczony i spragniony, spoczął na ogromnym, wyżłobionym kamieniu, który samym swym kształtem zapraszał do odpoczynku. Tam napotkał nieznanego wędrowca. Zwierzył mu się ze swego zamiaru, a wędrowiec rzekł:

— Pójdę więc z tobą. Będę twoim przewodnikiem.

I kiedy razem przemierzali daleką drogę, wędrowiec objawił mu prawdę: oto był to sam Łukasz — ten, którego Maciej pragnął odnaleźć.

Łukasz przyjął go do swego domu bez zwłoki. Najpierw Maciej służył mu jak uczeń mistrzowi, potem jak syn ojcu, aż w końcu stali się towarzyszami i równymi sobie.

Wiele lat upłynęło. A gdy Łukasz, mając lat dziewięćdziesiąt dziewięć, zachorował i leżał już na łożu śmierci, poprosił Macieja, aby wysłuchał jego spowiedzi.

I Łukasz wyznał:

— Synu, wówczas, gdy ty szukałeś mnie, aby znaleźć ratunek, ja sam również byłem w ciemności. Ja także wyruszyłem, aby szukać pomocy u ciebie, słynnego uzdrowiciela. I w owej oazie, gdyśmy się spotkali, obaj byliśmy pielgrzymami: dwaj zagubieni, spragnieni zbawienia, ratunku albo choćby odrobiny ulgi. Cudem było, że ty ujrzałeś we mnie przewodnika, a ja w tobie nadzieję.

Tak oto obaj znaleźli ratunek: młodszy — w ojcowskiej trosce i naukach mistrza; starszy — w synowskiej miłości ucznia, która wybawiła go od samotności.

A jednak, powiadam wam, sekret, który kryli przez dwadzieścia lat, mógł stać się przeszkodą na drodze do głębszego uzdrowienia. Bo przecież prawda objawiła się dopiero w godzinie śmierci. A cóż by się stało, gdyby Łukasz wyznał ją wcześniej? Gdyby obaj, jako ludzie zranieni, odważyli się stanąć twarzą w twarz z pytaniami, na które nie ma odpowiedzi?

I tu pobrzmiewa echo słów mędrca: „Bądź cierpliwy wobec tajemnic serca, których nie pojmujesz, i umiłuj same pytania”.

Ja zaś dodam: nie trać czasu — i umiłuj także tych, którzy te pytania stawiają.


Źródła parafrazy:

Irvin D. Yalom, Dar terapii
Rainer Maria Rilke, Listy do młodego poety, przeł. J. Nowotniak, Izabelin 1996: Świat Literacki, s. 28
Hermann Hesse, Gra szklanych paciorków